…myśleliśmy, że jesz samą sałatę!

Wczoraj byłam na szkoleniu, że tak to ujmę- branżowym. W celach zapoznania się z zaproszoną grupą oraz rozluźnienia atmosfery zostaliśmy poproszeni o powiedzenie czegoś o sobie. Cóż powiedziałam- oczywiście, że staram się ćwiczyć, dbam o dietę, podróżuję, szusuję, czytam, oglądam itd.

Podczas lunchu, dosłownie rzuciłam się na mięso, bo od rana nic nie jadłam. Na szczęście był pyszny duszony karczuś+ ryż i sałata:) Gdy szłam po 3 dokładkę- usłyszałam „myśleliśmy, że jesz tylko sałat. Jak to jest, że jesz 3 talerz ryżu, a tak wyglądasz??” Odpowiedz była prosta – ja jem 4 kawałki mięsa + 100 g ryżu- Wy jecie do kawy 200 g ciastek, a potem na obiad boicie się zjeść kawałka karczku – bo to przecież tłuste jest! A ja Wam gwarantuję, że dużo gorzej wyjdziecie na jedzeniu ciastek.

Zostałam zmierzona wzrokiem z lekką dozą szydery, dezaprobaty i zawiści…po lunchu wszyscy udali się po kawę i ciastka do tego! Życie :mrgreen:

Wakacje na Riwierze Kasztelańskiej

Długo nie było nowych wpisów gdyż nie gotowałam, nie ćwiczyłam- był czas na lenistwo, spacery, zwiedzanie. Tego roku wybrałam Chorwację- po raz pierwszy i na pewno nie ostatni. Zakochałam się- serio, serio:). Jest tam wszystko co kocham- spokój, przyroda, morze, góry- cudna architektura, pyszne jedzenie. Chorwaci są sympatyczni, uśmiechnięci- jest bardzo pozytywnie.

Na stole rządzą ryby, owoce morza – ale także grilowane mięsa oraz warzywa. Jadłam najpyszniejszą w życiu faszerowaną paprykę- niby nic- nadziana jak u nas mięsem i ryżem- ale doprawiona była idealnie i  czuć że mięso było najwyższej jakości. Pierwszy raz w życiu udało mi się zjeść czarne risotto z atramentem z kałamarnicy. Było aksamitne, mięso rozpływało się w ustach- a atrament nadał bardzo, ale to bardzo charakterystyczny smak. Niezwykłe kulinarne doznanie.

Do domu wróciłam 4 dni temu, a nadal nie mogę wrócić do rutyny. W domu piętrzą się stosy brudnego prania, w lodówce cały czas pustki- dziś muszę się wziąć w garść i to zmienić. Co będzie na obiad jeszcze nie wiem- ale zapewne przepisem się podzielę. Jest jesiennie i zimno- więc chyba czas na gęste sycące zupy- takie jak kapuśniak, grochówka, fasolówka, a także wszelkiego rodzaju dania jednogarnkowe.

Zwow 9- WarriorZ !!!

Przyznaję- przez ostatni miesiąc ćwiczę mocno nieregularnie. Przyczyny są różne- ale taka prawda, że to wymówki- najzwyczajniej w świecie mobilizacja padła. To fakt, mam zamieszanie w pracy, czasem wracam do domu o godzinie 21 wyssana z całej energii i jedyne o czym myślę to jedzenie i kanapa, fakt córka znowu gorzej sypia, co oznacza 3-4 pobudki w ciągu nocy- a od godziny 5 śpi już ze mną ..a raczej na mnie. To fakty – ale nie przesadzajmy, że to nie pozwala mi wygospodarować 20 min dziennie na trening :mrgreen: Chyba już żyję zbliżającym się urlopem, odliczam do niego dni- a  jako że wyglądam generalnie OK, kondycja i siła w normie- mogę trochę odpuścić.

Dziś po 4 dniach przerwy- bardzo łatwy i przyjemny zwow 9. Dobry dla początkujących. 

….a w kuchni….

Oczywiście gotuję- jakże by inaczej. Gdy zobaczyłam na sklepowej półce daktyle olśniło mnie- czemu by nie robić ciastek daktylowych- są słodkie, aromatyczne- zdrowe. Kupiłam, zrobiłam pulpę daktylowo- mleczną, wymieszałam z mąkami, jajami i wyszły całkiem fajne ciacha- ale jeszcze nie idealne. Przepis będzie pewnie w niedzielę- jak już udoskonalę.

Dziś była pyszna zupa krem z pomidorów, a po niej mąż  zażyczył sobie placków jaglanych w ilościach hurtowych. Super- mogę smażyć co dzień- bardzo mnie to cieszy, że i córa i syn chętnie jedzą co wyczaruję- nie ma płaczu że za mało słodko czy jakoś tak za zdrowo:D.

Teraz jak to po treningu wciągam upieczony wczoraj schab z chlebem gryczanym. Smacznie mi się żyje:D

Czysta miska- czyli co jeść by wyglądać dobrze:)

Mam chwilkę czasu -co ostatnio nieczęsto się zdarza, więc napiszę krótko i zwięźle- bez naukowych wyliczeń i doniesień, jak powinno się jeść by zdrowo żyć:))).

Wszyscy wiemy co to jest zbilansowana dieta, wiemy i kojarzymy jak wygląda piramida zdrowego żywienia. Podstawą są węglowodany- czyli zboża, potem warzywa, mięso, ryby, jaja, zdrowe tłuszcze i owoce.  Najlepiej jeść 5 posiłków- które dostarczają nam wszystkich minerałów, witamin. Prosta sprawa.

Niestety żyjemy w czasach przetworzonej żywności, produktów light. Reklamy biją po oczach informując, że margaryna to samo dobro z witaminami – co więcej jedzenie niektórych margaryn ma obniżyć poziom złego cholesterolu, serki typu „danio” to najlepsze źródło wapnia i zdrowie dla naszych kości, płatki śniadaniowe pomogą nam zgubić zbędne kilogramy- do tego powinniśmy pić jakieś dziwne mikstury spalające tłuszcz. Jajka to samo zło- straszą że podwyższa zły cholesterol….co za bzdury! Nóż się w kieszeni otwiera. Niestety ogromna część społeczeństwa poddaje się temu co słyszy w mediach, czyta w kiepskiej jakości tygodnikach z poradami dla kobiet. Tym sposobem moje odchudzające się koleżanki  na śniadanie jedzą owe płatki z jogurtem, na drugie śniadanie piją kefir owocowy light , na obiad tylko kurczak z warzywami, na kolację nic, tudzież serek wiejski oczywiście light. Efekt taki, że sił na walkę z kg wystarcza im na 2 tyg..podczas których może i chudą, ale tracą tylko wodę, dodatkowym bonusem jest spowolnienie przemiany materii  Nie mówiąc już o podejściu do ćwiczeń. Najlepiej to sobie „pohopsać”  na skakance, pomachać nogą na dywanie- ale tak żeby się nie spocić. Nie dziwne że „dieta” szybko idzie w odstawkę, a ćwiczenia nie przynoszą efektów.

Tymczasem trzeba jeść tłuszcz, trzeba jeść węglowodany, trzeba jeść jajka, masło i co najważniejsze pilnować zapotrzebowania kcal- tak żeby bilans był ujemny, ale o jakieś 200-300 kcal – a nie 1000 kcal!!!.

Jaka jest moja historia- ano taka jak statystycznej Polki. Mimo tego, że zawsze jadłam prawdziwe jedzenie- nigdy nie sięgałam po gotowe sosy, fas foody i miałam jako taką wiedzę o tym co i jak jeść, w głowie cały czas siedziała myśl, że tłuszcz to zło, węglowodany to zło. Najlepiej to je wykluczyć wtedy będziemy chudnąc. Poza tym bałam się jajek, jadłam za dużo nabiału i zbyt mało mięsa. Zmieniło się to po lekturze bloga „tłuste życie” , po tym jak zaczęłam interesować się dietą paleo, treningami siłowymi no i po tym jak wykluczyłam gluten. Spojrzałam na odżywianie z zupełnie innej perspektywy. Nagle okazało się że zawsze jadłam za mało! Tym sposobem moja przemiana materii leżała i kwiczała, moje ciało było chore, nie miałam energii, włosy wypadały, paznokcie się łamały.

Pomału zmieniałam zwyczaje, choć łatwo nie było! Jak tu nagle zjeść torebkę ryżu, gdy zawsze jadło się 3 łyżki! A czemu torebkę- bo produkty ważymy przed ugotowaniem. Okazało się, że 100g ryżu to pół talerza jedzenia- bosko! Po takim obiedzie nie ma mowy o chęci na słodycze- miejsca w żołądku już brak. Spokojnie energii wystarcza do kolacji. A na kolację znowu trzeba zjeść miskę jedzenia by dobowy bilans kaloryczny się zgadzał. Bez problemu można zjeść kanapki z masłem! warzywami i kawał mięcha, czy makrelę wędzoną. W końcu po latach nie jestem na diecie! a moje ciało jest jędrne, nawilżone, brzuch płaski, pazury rosną w szalonym tempie, włosy lśnią i nie wypadają- bez suplementów czy magicznych szamponów. Moje zasady na CZYSTĄ MISKĘ SĄ TAKIE:

1) Jedz tylko prawdziwe jedzenie.Wyklucz cukier i tłuszcze utwardzone. Zero sklepowych gotowców- produktów dosładzanych fruktozą, słodzikiem, odtłuszczonych – wszelkich ciastek , chipsów, sosów, drożdżówek, paluszków itp syfu.

2) jedz zgodnie z zapotrzebowaniem- policz ile jeść musisz i zacznij liczyć ile jesz. Dopiero jak zaczniesz to kontrolować, jeść jak trzeba rzuć liczenie w cholerę i pozostań z prawidłowymi nawykami do końca życia.

3) jedz zawsze prawdziwe pełnowartościowe posiłki- składające się z węglowodanów, białka i tłuszczy. Do każdego posiłku jedz warzywa lub owoce. Z tym, że owoce ograniczaj – to też cukier.

4) rób zakupy z listą- według planu żywieniowego na tydzień- tak żeby w środę wieczorem nie stanąć przed lodówką w której jest tylko światło. Wtedy możesz się szybko złamać i zjeść pizzę na zamówienie. Co mieć w domu by nie zginąć w oparach syropu glukozowo-fruktozowego – jakieś warzywa (cukinię, pomidory, marchew, seler naciowy), kawałek upieczonego mięsa, ryż, kaszę gryczaną, jajka. Z tego zawsze przygotujesz posiłek:)

5) nie zastępuj cukru- miodem, stewią i innymi słodkimi cudami. Po prostu przestań jeść to co słodkie. Kwestia miesiąca- zapomnisz o tym smaku:)

6) pij co najmniej 2 litry wody mineralnej na dobę

7) jedz wtedy kiedy czujesz głód, nie doprowadzaj do sytuacji, że chodzi z pustym żołądkiem przez kilka godzin

Proste! prawda? :)

Powrót do codzienności

Goście wyjechali, smutek w sercu zagościł, znowu przyjdzie przez rok tęsknić za siostrą.  Życie wraca na stare tory. Mąż wyznał z lekkim żalem, a zarazem z  nadzieję w głosie że tęskni za moją kuchnią. Córka natomiast już od rana kręciła się koło lodówki wołając wymownie „ammm!”.

Złożyło się tak że w pracy mam dziś wolne więc wyjęłam blender, patelnie, noże i gotować zaczęłam. Na śniadanie był oczywiście omlet – tym razem z borówkami. Niebo w gębie- szczególnie gdy się  przez tydzień na biegu jadło kaszę gryczaną z jajkiem i pomidorem.

Potem upiekłam serniczki, ugotowałam zupę i jeszcze wyczarowałam ekspresową paellę z przyprawą przywiezioną w czerwcu z Majorki- której jeszcze nie miałam sposobności przetestować. Także dziś kilka przepisów.

10 dni życia do góry nogami wywróconego:)

Życie czasem układa się tak, że rodzina i życie towarzyskie stają się priorytetowe. U mnie to nastąpiło z dniem 24 lipca. Mamy gości, bardzo bliskich gości- najbliższą mi rodzinę, którą widuję maks raz w roku. Tym sposobem w odstawkę poszły treningi, gotowanie- życie wywróciło się na 10 dni do góry nogami. Z tego powodu- nie ma nowych przepisów, nie ma nowych treningów z Zuzką. Wszystko nadrobię po 4 sierpnia. O ile przepowiadany upał mi na to pozwoli- bo ja upałów nie znoszę. 

Co nieco o oleju kokosowym

Olej otrzymuje się z miąższu orzechów palmy kokosowej, który poddany zostaje tłoczeniu i rozgrzaniu. Gdy ma płynną postać jego cechą charakterystyczną jest lekko żółty kolor,  jednak w temperaturze nie przekraczającej dwudziestu pięciu stopni przypomina ścięty tłuszcz o białej barwie.

Ze względu na swoją stałą postać olej nadaje się do smarowania pieczywa, można także z powodzeniem zastąpić nim masło w pieczeniu. Idealny do smażenia w wysokich temperaturach, nie pali się, nie jełczeje. Praktycznie nie zawiera utleniających się kwasów tłuszczowych, dzięki czemu jest bardzo stabilny podczas smażenia w wysokich temperaturach, w odróżnieniu od popularnych u nas olei słonecznikowych, oliwy czy oleju rzepakowego.

Co ciekawe  nie przyczynia się do budowy tkanki tłuszczowej, a wręcz przeciwnie, pobudza przemianę materii i wspomaga ubytek wagi przy nadwadze.

A dlaczego tak się dzieje. Ano dlatego że – nie wszystkie tłuszcze nasycone są sobie równe:).

Oleje i tłuszcze są złożone z cząsteczek zwanych kwasami tłuszczowymi. Olej kokosowy w większości złożony jest ze  średniołańcuchowych  kwasów  tłuszczowych (MCFA), których działanie istotnie różni się od działania długołańcuchowych kwasów tłuszczowych (LCFA) powszechnie występujących w większości produktów spożywczych. Jest to istotne, gdyż nasz organizm metabolizuje poszczególne kwasy tłuszczowe w odmienny sposób. LCFA posiadają duże cząsteczki i nasz organizm trudniej je przyswaja, w większości magazynując je w ciele w postaci tkanki tłuszczowej.
Natomiast MCFA, czyli średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe, mają mniejsze cząsteczki, są lepiej trawione i błyskawicznie przetwarzane w naszym organizmie na energię – podobnie jak węglowodany, tylko bez wzrostu poziomu insuliny. Dlatego rzadko kiedy przekształcają się w tkankę tłuszczowa czy złogi w tętnicach.
Olej kokosowy jest najbogatszym naturalnym źródłem MCFA występującym w  przyrodzie, zawierając ich około 64 procent i jako taki posiada unikalne właściwości prozdrowotne.
Obecnie mówi się, że olej kokosowy może pomóc zoptymalizować wagę. Średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe zawarte w oleju kokosowym (MCFA/MCT)  tak naprawdę przyspieszają nasz metabolizm poprzez wspomaganie organizmu w  przekształcaniu tłuszczu na energię, zamiast odkładaniu go w tkankach, więc w efekcie olej kokosowy pomaga nam uzyskać szczupłą sylwetkę.

Około połowę zawartości oleju stanowi kwas laurynowy, który w organizmie przekształca się w monolauryn Kwas laurynowy występuje w naturze w dużych ilościach tylko w orzechu kokosowym i w mleku matki. Ma on silnie bakteriobójcze i wirusobójcze właściwości, niszczy drobnoustroje pokryte otoczką lipidową (zalicza się do nich m.in. wirus HIV, cytomegalowirus, wirus opryszczki, przeziębienia, a także bakteria Helicobacter pylori, wywołująca wrzody żołądka i nowotwory układu pokarmowego). Kokosy zawierają też kwas kaprylowy, który ma podobne działanie. Zawartość tych dwóch związków sprawia, że olej kokosowy pomaga wzmacniać odporność organizmu, wykazując silne właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybicze. Z kolei na powierzchni skóry antybakteryjne i antywirusowe właściwości kwasu laurynowego sprawiają, że znakomicie nadaje się do zwalczania infekcji, wysypek i egzem, a także przyczynia się do leczenia drobnych skaleczeń i mikrourazów skóry oraz łagodzi świąd i ból po ukąszeniach owadów.

Zawiera także naturalne antyoksydanty, które zwalczają wolne rodniki, spowalniając procesy starzenia się skóry, sprawiając jednocześnie, że staje się ona jędrna i elastyczna. 

Krótko mówiąc MUSISZ mieć olej kokosowy w swojej kuchni:)

Pierwsze koty za płoty;)

Witam:)

W końcu zdecydowałam się stworzyć bloga- jego głównym zadaniem jest dzielenie się z Wami moimi pomysłami na szybkie i zdrowe przepisy. W pisaniu dobra nie jestem, dlatego nie będę tu snuć zbyt wielu opowieści o swoim życiu.

Sednem mej egzystencji jest mąż i córka -  a także dieta bezglutenowa – trochę treningu i podróże. Dieta bezglutenowa to wynik nietolerancji córki na owy gluten. Zostałam niejako zmuszona do zainteresowania się tematem- czym są zboża, jak działa białko w nim zawarte i jaki może mieć ono wypływ na nasz organizm.

Po wykluczeniu z diety pszenicy moje ciało funkcjonuje znacznie lepiej- czuję się lżejsza, nie ma wzdęć, zaparć – do tego jem smacznie i odkrywam nowe możliwości kulinarne- z użyciem wszelkiego rodzaju mąk, orzechów. Przepisy zamieszczane na tym blogu będą więc w 100% naturalne, bezglutenowe i szybkie w przygotowaniu- gdyż matka pracująca na pełen etat tego czasu ma zdecydowanie zbyt mało.

Podróżowanie to moja pasja, a zarazem praca. Od lat wysyłam turytów w regiony świata bliższe i dalsze. Siebie póki co tyko w te bliższe, ale czas pewnie to zmieni.

 Na dzień dobry to tyle ode mnie:)